Szanowni Państwo, drodzy przyjaciele i drogie przyjaciółki
właśnie zostawiliśmy za sobą Monte Cassino.
Miejsce, które należy nie tylko do geografii wojny, lecz także do moralnej geografii Europy. Tutaj ofiara stała się historią, a historia – pamięcią. Wśród tych wzgórz spoczywają ludzie, którzy walczyli nie tylko o militarne zwycięstwo, ale również o ideę godności i wolności, zdającą się ginąć w mrokach dwudziestego wieku.

I właśnie z tej samej zranionej, heroicznej i tragicznej Polski pragnę dziś przywołać postać jednego z najwybitniejszych pisarzy europejskich minionego stulecia: Gustaw Herling-Grudziński.
Mówić o Herlingu-Grudzińskim to znaczy mierzyć się z jednym z najwyższych i najbardziej surowych sumień współczesnej literatury. Nie był jedynie pisarzem, lecz człowiekiem, który przeszedł przez historyczne zło dwudziestego wieku i uczynił z niego świadectwo moralne. Aresztowany przez Sowietów podczas wojny i deportowany do łagru, poznał otchłań odczłowieczenia, systematyczne upokorzenie jednostki oraz powolną erozję nadziei.
A jednak jego historia nie zakończyła się na łagrze. Po odzyskaniu wolności wstąpił do armii generała Andersa i uczestniczył w kampanii włoskiej, walcząc właśnie pod Monte Cassino. To sprawia, że więź między miejscem, które przed chwilą opuściliśmy, a postacią, którą dziś wspominamy, staje się jeszcze głębsza: Herling-Grudziński nie opowiadał historii jako obserwator, lecz jako człowiek, który przeżył ją na własnej skórze, przeszedł zarówno przez łagier, jak i przez pole bitwy.
Z tego skrajnego doświadczenia narodziło się Inny świat, jedno z najważniejszych dzieł literatury europejskiej, napisane z tragiczną jasnością, która do dziś niepokoi i oświeca. Na kartach tej książki odnajdujemy nie tylko kronikę grozy, lecz także głęboką refleksję nad kruchością człowieka, nad relacją między wolnością a prawdą, pamięcią a odpowiedzialnością.
Herling-Grudziński posiadał styl niezwykle wysoki, rygorystyczny, oszczędny, a zarazem gęsty od myśli. Jego język nigdy nie szukał łatwego efektu: wymagał uwagi, wewnętrznego skupienia i głębi. To literatura, która nie schlebia czytelnikowi, lecz go pyta i osądza. I być może właśnie dlatego nadal przemawia do nas z tak wielką siłą.
Nieprzypadkowo wspominamy go po Monte Cassino.
Bo Monte Cassino symbolizuje widzialne poświęcenie Polski w historii Europy; Herling-Grudziński symbolizuje również jej pamięć wewnętrzną, duchową i literacką. Dwa oblicza tej samej historycznej tragedii. Dwie formy tego samego ludzkiego oporu.
Przez wiele lat mieszkał we Włoszech, przede wszystkim w Neapolu, mieście, które głęboko ukochał, gdzie poślubił Lidia Croce, wchodząc tym samym także symbolicznie w dialog z jedną z największych tradycji intelektualnych Włoch, tradycją Benedetto Croce.
Z Neapolu kontynuował refleksję nad Europą, totalitaryzmami oraz moralnym kryzysem Zachodu, pozostawiając nam strony o niezwykłej intensywności intelektualnej.
Czytać dziś Herlinga-Grudzińskiego znaczy sprzeciwiać się powierzchowności współczesności.
To przypominać sobie, że kultura nie służy jedynie poznawaniu świata, lecz także jego osądzaniu. I że pamięć, jeśli jest autentyczna, nie celebruje, lecz zobowiązuje.
Dlatego jego nazwisko zasługuje na to, by wymawiać je obok największych świadków europejskiego dwudziestego wieku.
Ponieważ niewielu pisarzy potrafiło tak jak on przemienić historyczne cierpienie w uniwersalne sumienie.



Dodaj komentarz