Wczoraj, 11 października, Ala weszła do kościoła w Polsce. Był to dzień poświęcony świętemu Janowi Pawłowi II. I kiedy przekraczała próg tej świątyni, w ciszy i atmosferze modlitewnego skupienia rozbrzmiewał pewien głos. Głos, który Polska zna tak dobrze. Był to głos Karola Wojtyły.
To Jan Paweł II przemawiał do swojego narodu w Zakopanem, 6 czerwca 1997 roku. Mówił o krzyżu na Giewoncie. I wypowiadał słowa, które do dziś zdają się obejmować cały naród.
Dzisiaj dziękowałem Bogu za to, że wasi przodkowie na Giewoncie wznieśli krzyż.
A potem padło to niezwykłe wezwanie, które na zawsze zapisało się w pamięci milionów Polaków:
„Sursum corda! — W górę serca!”
I właśnie o tym myślę, kiedy myślę o Polsce.
Myślę o kraju o niezwykłym pięknie, którego nie można zamknąć jedynie w krajobrazach, zabytkach czy miastach. Myślę o Tatrach, gdzie krzyż na Giewoncie wznosi się ku niebu. Myślę o cichych lasach Bieszczadów, wielkich jeziorach Mazur, równinach Mazowsza, puszczach Podlasia, aż po wody Bałtyku.
Myślę o Krakowie, o jego kościołach, o kamieniach opowiadających historię wielu stuleci. O Warszawie, zniszczonej i odrodzonej, będącej symbolem narodu, który potrafił odbudować to, co wojna próbowała wymazać. Myślę o Łodzi, o jej przemysłowej pamięci, czerwonych cegłach, fabrykach i pokoleniach mężczyzn i kobiet, którzy tworzyli życie tego miasta.
I myślę o Częstochowie. O Czarnej Madonnie z Jasnej Góry, przed którą całe pokolenia Polaków powierzały swoje lęki, cierpienia i nadzieje.
Ale największe piękno Polski nie jest dla mnie wyłącznie tym, co można podziwiać oczami.
To piękno, które odnajduję w jej duszy.
Duszy, która doświadczyła rozbiorów, okupacji, wojny, zniszczenia i prześladowań. A która mimo wszystko nie przestała strzec swojego języka, kultury, wiary i tożsamości. I właśnie tutaj zaczynam rozumieć wielkość Jana Pawła II. Wojtyła nie przemawiał jedynie do Polski swoich czasów.
Przemawiał do sumienia całego narodu.
Wiedział, że naród nie żyje wyłącznie dzięki swoim instytucjom, gospodarce czy granicom. Naród żyje również pamięcią, którą pielęgnuje, wartościami, które przekazuje kolejnym pokoleniom, i godnością, którą dostrzega w swoich synach i córkach. Dlatego jego wezwanie było tak proste, a jednocześnie tak niezwykłe:
W górę serca!
Nie opuszczajcie głów wobec trudności. Nie pozwólcie, aby cierpienie odebrało wam nadzieję. Nie zapominajcie o swoich korzeniach.Nie przestawajcie wierzyć w wartość własnej historii.
Kiedy Jan Paweł II patrzył na krzyż na Giewoncie, widział coś znacznie większego niż symbol religijny. Widział wiarę swoich przodków. Widział duchową ciągłość Polski. Widział tę niezwykłą zdolność narodu do przechodzenia przez tragedie bez wyrzekania się własnej duszy.
A wczoraj, niemal trzydzieści lat później, jego głos wciąż rozbrzmiewał w kościele. To wydarzenie głęboko mnie wzruszyło. Bo być może właśnie w taki sposób żyje dziedzictwo wielkiego człowieka. Nie tylko w podręcznikach historii, na fotografiach czy pomnikach. Ale przede wszystkim w słowach, które nadal towarzyszą ludzkiemu życiu. W głosie, który ktoś słyszy, wchodząc do kościoła.
We wspomnieniu, które nagle powraca. We wzruszeniu człowieka, który rozumie, że te słowa nie należą wyłącznie do przeszłości.
Jestem Włochem.
Ale im lepiej poznaję Polskę, im więcej spaceruję po jej miastach, im głębiej studiuję jej historię, tym bardziej uświadamiam sobie, że ten kraj nauczył mnie czegoś niezwykle ważnego i głęboko ludzkiego. Nauczył mnie, że piękno może współistnieć z ranami historii. Że pamięć nie powinna stawać się więzieniem przeszłości, lecz odpowiedzialnością za przyszłość. Że wiara może być siłą zdolną podtrzymywać człowieka nawet w najtrudniejszych chwilach. I że kochać naród oznacza również nauczyć się wsłuchiwać w cierpienie, przez które przeszedł.
Wczoraj Ala weszła do kościoła.
I usłyszała głos z 1997 roku. Ale ja, myśląc o tej chwili, poczułem coś znacznie większego. W moim sercu usłyszałem głos całej Polski. Od Tatr aż po Bałtyk. Od gór na południu po równiny północy. Od wielkich miast po najmniejsze wioski.
Polski, która wciąż przechowuje głos jednego ze swoich najbardziej ukochanych synów. Dlatego chciałbym zakończyć właśnie tym wołaniem, które Jan Paweł II skierował do swojego narodu:
„Sursum corda! W górę serca!”
Niech Polska zawsze zachowuje swoje piękno, swoją pamięć, swoją wiarę i swoją wolność. Niech krzyż na Giewoncie nadal przypomina wszystkim, którzy patrzą na niego z daleka, i tym, którzy noszą go w swoich sercach, że nadzieja nigdy nie powinna gasnąć.
Niech Bóg błogosławi Polsce.
Święty Janie Pawle II, módl się za nami.




Dodaj komentarz