Moja „zwykła” Polska, między Camusem, Wajdą a Janem Pawłem II

Pierwsza poranna lektura zawsze ma dla mnie w sobie coś szczególnego. Wybieram ją z ciekawością i ze wzruszeniem odkrywam, dokąd mnie zaprowadzi. Czasem wystarczy jedno zdanie, żeby się zatrzymać, zakwestionować coś, czego byłem pewien, podążyć za jakąś myślą i poddać ją próbie. A ten dialog trwa nawet wtedy, gdy zamknę już gazetę.

Dziś, 24 października, czytam w „Il Foglio” artykuł Stefana Cingolaniego poświęcony Albertowi Camusowi. Zatrzymuję się przy fragmencie, w którym rewolucja próbuje wtłoczyć rzeczywistość w „kaftan bezpieczeństwa”, naginając ludzi do z góry ustalonego wzorca.

Potem natrafiam na Człowieka z marmuru i Człowieka z żelaza Andrzeja Wajdy. I oczywiście myślę o Polsce.

Wiem: ktoś pewnie już się uśmiecha. Znowu on i jego polska obsesja. Otwieram włoską gazetę, czytam o francuskim pisarzu i tak czy inaczej docieram do Gdańska. To już dość poważny przypadek.

Tym razem jednak Wajda był już w artykule. Przynajmniej podróż w jedną stronę zorganizował mi Cingolani.

Ojczyzna, o której losie decydują inni

Także kalendarz zdaje się przychodzić mi z pomocą. 24 października 1795 roku podpisano porozumienie o trzecim rozbiorze Polski: Rosja, Prusy i Austria dopełniły podziału Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Do odzyskania niepodległości w 1918 roku miały upłynąć 123 lata.

Myślę o tym, co dla kolejnych pokoleń musiało oznaczać podtrzymywanie więzi z ojczyzną, która zniknęła z map. Przekazywanie dalej jej języka, kultury, wiary i pamięci, podczas gdy inni decydowali o jej losie.

Rozbiory i reżim komunistyczny należą do różnych epok. A jednak w obu tych doświadczeniach powraca to samo pytanie: kto ma władzę decydowania o życiu innych, a komu pozostaje jedynie ponosić konsekwencje tych decyzji?

W filmach Wajdy to pytanie zyskuje twarz.

Twarz ukryta za pomnikiem

W Człowieku z marmuru z 1977 roku młoda reżyserka Agnieszka odtwarza losy Mateusza Birkuta, murarza, którego stalinowska propaganda uczyniła bohaterem pracy. Spod oficjalnych obrazów wyłania się człowiek najpierw wynoszony na piedestał, później wykorzystywany, a w końcu zepchnięty przez system na margines.

Uderza mnie ta sprzeczność: władza może wszędzie eksponować twarz robotnika, a jednocześnie nie pozwalać mu mówić.

Pomnik jest przecież bardzo wygodny. Stoi nieruchomo, nie protestuje, nie domaga się wyjaśnień. Z prawdziwym człowiekiem jest nieco więcej kłopotu: ma sumienie, dostrzega niesprawiedliwość, potrafi potraktować poważnie złożone mu obietnice.

Birkut staje się niewygodny właśnie wtedy, gdy domaga się, by godność robotnika, tak głośno deklarowana przez reżim, miała konkretne znaczenie. System przemawia w imieniu robotników, lecz nie godzi się na to, by jeden z nich naprawdę zabrał głos.

Los Birkuta odsłania wyraźną sprzeczność: co się dzieje, gdy projekt emancypacji ostatecznie odbiera głos ludziom, którym obiecywał wyzwolenie?

Camus i odpowiedzialność zawarta w słowie „my”

„Buntuję się, więc jesteśmy”, pisze Camus.

Ta liczba mnoga zmienia wszystko. Sprzeciwiając się upokorzeniu, uznajemy godność, która jest nam wspólna: to, czego bronię dla siebie, musi przysługiwać również innym.

Odczytana w zestawieniu z losem Birkuta, ta formuła pomaga zrozumieć, dlaczego jego sprzeciw dotyczy także nas. Kiedy człowiek domaga się sprawiedliwego traktowania, wystawia na próbę obietnice całego systemu.

Tu zaczyna się również najtrudniejsza odpowiedzialność: przeciwstawiać się niesprawiedliwości, nie uznając, że daje nam to prawo do wyrządzania kolejnej.

Wobec protestu powinniśmy zapytać, jakie upokorzenie, jaka niespełniona obietnica lub jakie doświadczenie opuszczenia skłoniły kogoś do podniesienia głosu. Żądanie milczenia nie usuwa przyczyn niezadowolenia.

Ale zrozumienie gniewu nie oznacza usprawiedliwienia każdego czynu dokonanego w jego imię. Cierpienie zasługuje na wysłuchanie; nie daje prawa do zadawania cierpienia innym.

A przecież obiecywana sprawiedliwość powinna być widoczna już w sposobie, w jaki traktujemy innych, próbując ją urzeczywistnić.

Wojtyła i znaczenie pracy

To właśnie rozważania o pracy prowadzą do Jana Pawła II. Kolejnego Polaka, rzecz jasna. Dowodów na moją obsesję zaczyna się już zbierać całkiem sporo.

W opublikowanej w 1981 roku encyklice „Laborem Exercens” Wojtyła pisze, że „praca jest «dla człowieka», a nie człowiek «dla pracy»”.

W zestawieniu z losem Birkuta stwierdzenie to nabiera szczególnej siły. Wartość człowieka pracującego jest pierwotna wobec jego wydajności, politycznej użyteczności czy możliwości uczynienia z niego symbolu.

Wajda pokazuje otwartą ranę między gloryfikowaniem pracy a upokarzaniem tego, kto ją wykonuje. W słowach Wojtyły można znaleźć kryterium oceny tej sprzeczności: organizacja pracy musi służyć człowiekowi.

Camus i Jan Paweł II wychodzą z różnych perspektyw. Obaj jednak wskazują, że trzeba wyznaczyć granice temu, czego wolno żądać od człowieka w imię jakiegoś projektu.

A Polska nadaje temu pytaniu szczególnie konkretny wymiar. Praca, w filmach Wajdy i w doświadczeniu Solidarności, staje się przestrzenią, w której ludzie upominają się również o prawo do zabierania głosu, zrzeszania się i uczestniczenia w podejmowaniu decyzji.

W Gdańsku owo „my” nabiera kształtu

W Człowieku z żelaza z 1981 roku Wajda wraca do rodziny Birkuta poprzez postać jego syna Maćka i strajki w gdańskiej stoczni. To film związany z narodzinami Solidarności.

Ludzie, których propaganda rzekomo reprezentowała, zaczynają reprezentować samych siebie. Mówią, organizują się, domagają się udziału w decyzjach dotyczących ich życia.

Wzrusza mnie to przejście od samotnej postaci na piedestale do ludzi, którzy wspólnie odnajdują siłę. Niezadowolenie przybiera postać konkretnych postulatów, więzi i uczestnictwa.

W Gdańsku owo Camusowskie „my” nabiera realnego kształtu: sprzeciw wobec upokorzenia staje się wspólną odpowiedzialnością.

Godność człowieka pracującego, o której przypomina Wojtyła, znajduje w gdańskich postulatach konkretną przestrzeń obrony. A Wajda pozwala nam zobaczyć twarze, lęki i odwagę ludzi uczestniczących w tych wydarzeniach.

Moja zwykła Polska

Dlatego właśnie wciąż wracam do Polski. Jej historia pomaga oceniać słowa przez pryzmat ich konsekwencji w ludzkim życiu.

Od rodzin, które przechowywały pamięć o ojczyźnie w czasach rozbiorów, po robotników upominających się o własny głos, spotykamy różne doświadczenia przynależności i odpowiedzialności. Ludzi, którym władza nie zdołała do końca narzucić, co mają pamiętać, czego pragnąć i o co się upominać.

Czasem, gdy czytam polskich autorów i słucham spotykanych osób, można odnieść wrażenie, że pewne niebezpieczeństwa rozpoznają wcześniej niż inni. Kiedy zachwycamy się elegancją teorii, w ich słowach odnajdujemy pamięć o tym, co się wydarzyło, gdy ktoś postanowił wcielić ją w życie za wszelką cenę.

To osobiste wrażenie, dojrzewające poprzez lektury, miejsca i spotkania. Bolesna pamięć może szczególnie wyczulać na różnicę między obietnicą a groźbą.

Niech więc ktoś nadal nazywa to obsesją.

Ja czytam dalej. A dziś rano, między Camusem, Wajdą a Janem Pawłem II, zabieram ze sobą kilka dodatkowych pytań: jak słucham protestujących, jakie granice wyznaczam własnym przekonaniom, ile szacunku zachowuję dla tych, którzy się ze mną nie zgadzają.

Te pytania sięgają aż do pracy i najbliższych relacji. Bo również tam mogę być tak pewien własnego wyobrażenia o drugim człowieku, że przestaję go słuchać.

Może właśnie to wzrusza mnie w pierwszej porannej lekturze: zacząć od jednej strony i odkryć, że trzeba zmierzyć się z samym sobą. Potem zamknąć gazetę i spróbować wnieść coś z tego dialogu w rozpoczynający się dzień.

Pomniki mogą poczekać. Ludzie, których mamy przed sobą, znacznie mniej.


Źródła

• ⁠Stefano Cingolani, Camus contro i casseurs, l’eterno ribellismo e le origini del “mal francese”, „Il Foglio”, 24 października 2026.
•⁠ ⁠Albert Camus, Człowiek zbuntowany, 1951.
•⁠ ⁠Andrzej Wajda, Człowiek z marmuru, 1977; Człowiek z żelaza, 1981.
•⁠ ⁠Jan Paweł II, Laborem exercens, 14 września 1981, pkt 6.
•⁠ ⁠Muzeum Historii Polski, materiały historyczne dotyczące trzeciego rozbioru Rzeczypospolitej Obojga Narodów.


Zestawienie Camusa, Wajdy i Jana Pawła II jest osobistą refleksją czytelniczą, zainspirowaną artykułem Stefana Cingolaniego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *